Witam ;)
Dziś spróbuję przedstawić film z kategorii horrorów. Filmem tym jest Sinister, który zaliczyłabym do kategorii filmu psychologiczno-estetycznego, przy czym równowaga między strachem psychologicznym, a drastycznymi scenami została w dobry sposób zachowana.
Historia opowiada o pisarzu zajmującym się pisaniem o zbrodniach, które rzeczywiście miały miejsce. Aby jak najlepiej poczuć i oddać atmosferę obszaru zdarzenia stara się zamieszkać jak najbliżej miejsca zbrodni. Tym razem kupuje dom, na tyłach którego powieszono kilkoro ludzi i przenosi się tam razem z rodziną, nie informując o tym, co miało tam miejsce. W trakcie rozpakowywania pudeł trafia na porzucone (podrzucone?) pudło ze starymi taśmami, kamerą oraz odtwarzaczem. Po obejrzeniu, okazuje się, że zbrodnia, o której chce pisać nie była jedyną. Ktoś filmował różne rodziny w czasie wspólnie spędzanego czasu, po czym pokazywał w jaki sposób to szczęście niszczył mordując je. Za każdym razem brakowało jednego dziecka i za każdym razem pojawiał się symbol kultu Bughuula, demona pożerającego dzieci. Morderca "pracuje" według ustalonego schematu: interesuje się rodziną, która zamieszkała w domu poprzedniej zbrodni, nakręca film, rodzina przeprowadza się, wtedy on morduje. Okazuje się, iż pisarz wraz z rodziną został bohaterem takiego filmu, co więcej uciekając z tego domu idealnie wpisał się w schemat...
Film trzymający w napięciu, ciekawie zrobiony. Co prawda korzysta z utartych szlaków, ale również dodaje coś od siebie. Nasuwa na myśl "Piłę" (gra z ofiarami), czy "Rec" (utrwalanie na taśmie). Demony, tajemnicze morderstwa, wszystkiego po trochu, ale ułożone w taki sposób, iż nie narzuca się, nie ma się wrażenia przesady.
Ocena: 9/10
piątek, 27 grudnia 2013
piątek, 8 listopada 2013
wtorek, 15 października 2013
Witam.
Udało mi się obejść zaistniały problem i już wkrótce ukaże się kolejny post. Jednocześnie pragnę zwrócić uwagę na większy porządek na blogu ;) Stosując się do rad znajomych podzieliłam w końcu blok na 2 bardziej tematyczne: osobno recenzje (i zioła, bo na razie nie wiem gdzie te kilka przepisów wrzucić) i osobno przepisy. Mam nadzieję, że teraz będzie czytelniej i wygodniej :) Link do nowego blogu znajduje się po prawej stronie, myślę, że jest dobrze widoczny. Posty będą się pojawiały raz tu, raz tu, więc zachęcam do przeglądania obu blogów :)
Udało mi się obejść zaistniały problem i już wkrótce ukaże się kolejny post. Jednocześnie pragnę zwrócić uwagę na większy porządek na blogu ;) Stosując się do rad znajomych podzieliłam w końcu blok na 2 bardziej tematyczne: osobno recenzje (i zioła, bo na razie nie wiem gdzie te kilka przepisów wrzucić) i osobno przepisy. Mam nadzieję, że teraz będzie czytelniej i wygodniej :) Link do nowego blogu znajduje się po prawej stronie, myślę, że jest dobrze widoczny. Posty będą się pojawiały raz tu, raz tu, więc zachęcam do przeglądania obu blogów :)
poniedziałek, 7 października 2013
wtorek, 1 października 2013
Witam :)
Jakiś czas temu zakupiłam paczuszkę z grami z serii Tomb Raider, więc skoro mam materiał, to warto go wykorzystać :) W miarę jak będę przechodzić kolejne gry będę zamieszczać ich opisy. Prawdopodobnie większość zainteresowanych osób zna doskonale tą serię, jednakże znajdzie się, być może, kilka osób, które mój opis zaciekawi.
Tak więc zacznijmy od początku.
Tomb Raider I. Gra powiedziałabym przygodowo-zręcznościowa. Bohaterką jest podróżniczka Lara Croft. Zostaje ona poproszona o odnalezienie Scionu - potężnego starożytnego artefaktu. Zleceniodawcą jest niejaka Natla, której skarb bynajmniej nie jest potrzebny jako muzealny eksponat. W trakcie rozgrywki przestaje być naszą zleceniodawczynią, a staje się osobą, przed którą Lara stara się ukryć znaleziony Scion. Ale żeby coś ukryć, trzeba to najpierw mieć. Podróżuje więc po miejscach starożytnych cywilizacji takich jak Peru, Egipt czy Atlantyda w celu zlokalizowania 3 części artefaktu. Na drodze stają jej zwykli przeciwnicy, tacy jak poplecznicy Natli, wilki bądź niedźwiedzie, ale również stworzenia będące raczej w sferze wyobraźni, takie jak mumie czy centaury oraz teoretycznie, wymarłe dinozaury. Oczywiście posiadamy w swoim ekwipunku odpowiednie narzędzia aby się bronić, tj. pistolety, a w miarę rozwoju akcji również shotgun, magnum i uzi.
Tyle o akcji. Teraz coś o wyglądzie i koniecznych zdolnościach graczy :P
Gra powstała w 1996, więc i technologia nie jest zbyt podobna do współczesnej. Grafika, jak ja to mówię piksel na pikselu, kształty dość kanciaste, ale właśnie to lubię w starych grach i w grach ogólnie. Kiedy widzę, że jest to coś sztucznego, wirtualnego, a nie odbicie lustrzane świata rzeczywistego. Fakt faktem, czasem nie za bardzo wiedziałam gdzie mam się skierować, gdyż np. jaskinia była słabo widoczna, ale to może i lepiej, bo gra nie jest zbyt prosta, ale nawet bez światłocieni i ukrytych przejść jest z czym kombinować. Według mnie najcięższym elementem gry były miejsca, gdzie uruchomiony system np. otwierania drzwi działał tylko przez kilka sekund, a samo dojście do niego było niezbyt łatwe. W takim wypadku potrzebne było szczęście (aby gdzieś nie spaść), refleks (aby zdążyć) oraz zręczność (aby gdzieś nie spaść). Resztę problemów rozwiązuje dobra broń i uniki :P
Wracając do wizualnej części gry, byłam pod wrażeniem niektórych plansz. Mimo słabej rozdzielczości zachwycały mnie pomysłowością i detalami. Zdarzało się, że stałam i przyglądałam się komnatom nie po to, aby się zorientować w sytuacji, ale właśnie by przyjrzeć się, że tak powiem, wystrojowi, a najbardziej spodobał mi się jeden ze Sfinksów... No, może zaprzestanę już tych zachwytów ;P
Grę polecam każdemu, kto lubi łazić po jaskiniach, rozwiązywać zagadki i jednocześnie postrzelać do wszystkiego, co się rusza ;> Plansz jest 15, a każdą przechodzi się mniej więcej w godzinę, do 2 godzin. Może to dużo, może niedużo, zależy w jaki sposób się podchodzi do gry, w każdym razie trochę czasu nam zje :)
Jakiś czas temu zakupiłam paczuszkę z grami z serii Tomb Raider, więc skoro mam materiał, to warto go wykorzystać :) W miarę jak będę przechodzić kolejne gry będę zamieszczać ich opisy. Prawdopodobnie większość zainteresowanych osób zna doskonale tą serię, jednakże znajdzie się, być może, kilka osób, które mój opis zaciekawi.
Tak więc zacznijmy od początku.
Tomb Raider I. Gra powiedziałabym przygodowo-zręcznościowa. Bohaterką jest podróżniczka Lara Croft. Zostaje ona poproszona o odnalezienie Scionu - potężnego starożytnego artefaktu. Zleceniodawcą jest niejaka Natla, której skarb bynajmniej nie jest potrzebny jako muzealny eksponat. W trakcie rozgrywki przestaje być naszą zleceniodawczynią, a staje się osobą, przed którą Lara stara się ukryć znaleziony Scion. Ale żeby coś ukryć, trzeba to najpierw mieć. Podróżuje więc po miejscach starożytnych cywilizacji takich jak Peru, Egipt czy Atlantyda w celu zlokalizowania 3 części artefaktu. Na drodze stają jej zwykli przeciwnicy, tacy jak poplecznicy Natli, wilki bądź niedźwiedzie, ale również stworzenia będące raczej w sferze wyobraźni, takie jak mumie czy centaury oraz teoretycznie, wymarłe dinozaury. Oczywiście posiadamy w swoim ekwipunku odpowiednie narzędzia aby się bronić, tj. pistolety, a w miarę rozwoju akcji również shotgun, magnum i uzi.
Tyle o akcji. Teraz coś o wyglądzie i koniecznych zdolnościach graczy :P
Gra powstała w 1996, więc i technologia nie jest zbyt podobna do współczesnej. Grafika, jak ja to mówię piksel na pikselu, kształty dość kanciaste, ale właśnie to lubię w starych grach i w grach ogólnie. Kiedy widzę, że jest to coś sztucznego, wirtualnego, a nie odbicie lustrzane świata rzeczywistego. Fakt faktem, czasem nie za bardzo wiedziałam gdzie mam się skierować, gdyż np. jaskinia była słabo widoczna, ale to może i lepiej, bo gra nie jest zbyt prosta, ale nawet bez światłocieni i ukrytych przejść jest z czym kombinować. Według mnie najcięższym elementem gry były miejsca, gdzie uruchomiony system np. otwierania drzwi działał tylko przez kilka sekund, a samo dojście do niego było niezbyt łatwe. W takim wypadku potrzebne było szczęście (aby gdzieś nie spaść), refleks (aby zdążyć) oraz zręczność (aby gdzieś nie spaść). Resztę problemów rozwiązuje dobra broń i uniki :P
Wracając do wizualnej części gry, byłam pod wrażeniem niektórych plansz. Mimo słabej rozdzielczości zachwycały mnie pomysłowością i detalami. Zdarzało się, że stałam i przyglądałam się komnatom nie po to, aby się zorientować w sytuacji, ale właśnie by przyjrzeć się, że tak powiem, wystrojowi, a najbardziej spodobał mi się jeden ze Sfinksów... No, może zaprzestanę już tych zachwytów ;P
Grę polecam każdemu, kto lubi łazić po jaskiniach, rozwiązywać zagadki i jednocześnie postrzelać do wszystkiego, co się rusza ;> Plansz jest 15, a każdą przechodzi się mniej więcej w godzinę, do 2 godzin. Może to dużo, może niedużo, zależy w jaki sposób się podchodzi do gry, w każdym razie trochę czasu nam zje :)
czwartek, 12 września 2013
Witam ;)
Tak sobie myślałam o czym tu napisać i doszłam do wniosku, że tym razem popiszę o anime noszącym tytuł Kore Wa Zombie desku ka?
Film opowiada historię ucznia (jak to często się w anime zdarza :P) Aikawa Ayumu, który posiada pewną tajemnicę (hmm, brzmi znajomo ;> ). Jest zombie. Ale nie takim typowym, amerykańskim zombie, co to domaga się więcej mózgów. Został zamordowany przez nieznanego napastnika, po czym wskrzesiła go nekromantka Eucliwood Hellscythe, dzięki czemu stał się nieczuły na typowe metody zabijania, a także zyskał dodatkową siłę, której użycie przez zwykłego śmiertelnika skończyłoby się śmiercią, natomiast jego największym wrogiem okazuje się słońce. W ramach podziękowania zamieszkała z nim i uznała go za swego sługę. Pewnej nocy, Ayumu spotyka na cmentarzu Masou Shoujo Harunę walczącą z demonem. Z jakiegoś powodu traci swą moc, a przejmuje ją chłopak, w związku z czym musi przejąć jej obowiązki (a także strój). Dodajmy do tego uroczego grona wampirzycę-ninja, a wyjdzie całkiem ciekawe towarzystwo.
Anime nawet, nawet. Pomysł połączenia różnych typów bohaterów ciekawy. Humor też w miarę sensowny. Jedyne, co może razić, to podteksty erotyczne, ale chyba dzięki nim anime jest, jakie jest :P Ogólnie przyjemnie się ogląda, zwłaszcza, jeśli mamy ochotę na coś luźniejszego, gdzie można się pośmiać.
Ocena ogólna 8/10.
Tak sobie myślałam o czym tu napisać i doszłam do wniosku, że tym razem popiszę o anime noszącym tytuł Kore Wa Zombie desku ka?
Film opowiada historię ucznia (jak to często się w anime zdarza :P) Aikawa Ayumu, który posiada pewną tajemnicę (hmm, brzmi znajomo ;> ). Jest zombie. Ale nie takim typowym, amerykańskim zombie, co to domaga się więcej mózgów. Został zamordowany przez nieznanego napastnika, po czym wskrzesiła go nekromantka Eucliwood Hellscythe, dzięki czemu stał się nieczuły na typowe metody zabijania, a także zyskał dodatkową siłę, której użycie przez zwykłego śmiertelnika skończyłoby się śmiercią, natomiast jego największym wrogiem okazuje się słońce. W ramach podziękowania zamieszkała z nim i uznała go za swego sługę. Pewnej nocy, Ayumu spotyka na cmentarzu Masou Shoujo Harunę walczącą z demonem. Z jakiegoś powodu traci swą moc, a przejmuje ją chłopak, w związku z czym musi przejąć jej obowiązki (a także strój). Dodajmy do tego uroczego grona wampirzycę-ninja, a wyjdzie całkiem ciekawe towarzystwo.
Anime nawet, nawet. Pomysł połączenia różnych typów bohaterów ciekawy. Humor też w miarę sensowny. Jedyne, co może razić, to podteksty erotyczne, ale chyba dzięki nim anime jest, jakie jest :P Ogólnie przyjemnie się ogląda, zwłaszcza, jeśli mamy ochotę na coś luźniejszego, gdzie można się pośmiać.
Ocena ogólna 8/10.
sobota, 7 września 2013
Witam :)
Tym razem nie będzie ani o cieście, ani o filmie ;P Pragnę poinformować o pewnym dodatku, który załączyłam do bloga. Oprócz piosenek polecanych przeze mnie, pojawiła się możliwość posłuchania innych utworów. Otóż jeśli się bliżej przyjrzeć, po lewej stronie pojawiła się ikonka Open Fm, całkiem przyjemnego radia muzycznego. Ustawiłam go na "największe hity", jednakże jest możliwość zmiany stacji. Myślę, że się przyda ;)
Miłego słuchania :)
Tym razem nie będzie ani o cieście, ani o filmie ;P Pragnę poinformować o pewnym dodatku, który załączyłam do bloga. Oprócz piosenek polecanych przeze mnie, pojawiła się możliwość posłuchania innych utworów. Otóż jeśli się bliżej przyjrzeć, po lewej stronie pojawiła się ikonka Open Fm, całkiem przyjemnego radia muzycznego. Ustawiłam go na "największe hity", jednakże jest możliwość zmiany stacji. Myślę, że się przyda ;)
Miłego słuchania :)
piątek, 30 sierpnia 2013
czwartek, 25 lipca 2013
Witam ;)
Tym razem opiszę jeden z nowszych filmów, a mianowicie Jeźdźca znikąd.
Jest to historia John'a Reid'a - stróża prawa, który z miasta gdzie studiował wraca do domu znajdującego się gdzieś na prerii. Jak łatwo się domyślić prawo w mieście i prawo na dzikim zachodzie bardzo się różnią, czego bohater musi się nauczyć. Dzieje się to w sposób dość gwałtowny, gdy podczas podróży, w pułapce zorganizowanej przez gang Butcha Cavendisha, ginie jego brat i towarzysze. Sam John, również ciężko ranny zapada w śpiączkę. Ratuje go Indianin Tonto, namówiony do tego przez magicznego (według wierzeń indiańskich) białego konia. Po wyzdrowieniu stróż prawa zakłada maskę i jako jeździec znikąd chce zaprowadzić porządek i pomścić brata. Okazuje się to niełatwym zadaniem, gdyż nie wszyscy są tym, za kogo się podają.
Co ciekawe cała historia jest opowieścią snutą przez starego Indianina pracującego w muzeum Dzikiego Zachodu.
Cóż, mnie ten film nie powalił. Czegoś mi brakowało. Najciekawszą postacią okazał się koń, humor był jakby trochę wymuszony, sama historia ciut pogmatwana. Na plus przemawia ścieżka dźwiękowa Hansa Zimmera, która (jak mi się wydaje) stylizowana była na Ennio Morricone. Owszem, było kilka mocniejszych i ciekawych scen i polecam ten film, jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć sobie coś luźnego tak dla rozrywki i zabicia czasu :P
Ocena ogólna... no dobra, niech będzie 6+/10.
Tym razem opiszę jeden z nowszych filmów, a mianowicie Jeźdźca znikąd.
Jest to historia John'a Reid'a - stróża prawa, który z miasta gdzie studiował wraca do domu znajdującego się gdzieś na prerii. Jak łatwo się domyślić prawo w mieście i prawo na dzikim zachodzie bardzo się różnią, czego bohater musi się nauczyć. Dzieje się to w sposób dość gwałtowny, gdy podczas podróży, w pułapce zorganizowanej przez gang Butcha Cavendisha, ginie jego brat i towarzysze. Sam John, również ciężko ranny zapada w śpiączkę. Ratuje go Indianin Tonto, namówiony do tego przez magicznego (według wierzeń indiańskich) białego konia. Po wyzdrowieniu stróż prawa zakłada maskę i jako jeździec znikąd chce zaprowadzić porządek i pomścić brata. Okazuje się to niełatwym zadaniem, gdyż nie wszyscy są tym, za kogo się podają.
Co ciekawe cała historia jest opowieścią snutą przez starego Indianina pracującego w muzeum Dzikiego Zachodu.
Cóż, mnie ten film nie powalił. Czegoś mi brakowało. Najciekawszą postacią okazał się koń, humor był jakby trochę wymuszony, sama historia ciut pogmatwana. Na plus przemawia ścieżka dźwiękowa Hansa Zimmera, która (jak mi się wydaje) stylizowana była na Ennio Morricone. Owszem, było kilka mocniejszych i ciekawych scen i polecam ten film, jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć sobie coś luźnego tak dla rozrywki i zabicia czasu :P
Ocena ogólna... no dobra, niech będzie 6+/10.
czwartek, 18 lipca 2013
poniedziałek, 15 lipca 2013
Witam :)
Na wstępie proszę o wyrozumiałość, w stosunku do przerw między artykułami. Cóż, są wakacje i nie zawsze jest czas (i możliwości) na napisanie kolejnego postu :P
A wracając do tematu wakacji, zaprezentuję kolejny napój na ochłodę. Tym razem będzie to mieszanka ziołowa i ciężko zastanawiałam się czy dać ją do przepisów, czy do ziołolecznictwa. W końcu zadecydowałam, że zioła, to zioła i tu wrzucę ten temat, mimo że to nie ja się nim opiekuję.
Orzeźwiająca herbatka ziołowa
Składniki:
liście mięty
liście melisy
ziele macierzanki piaskowej/cytrynowej
ziele kopru
liście pysznogłówki
owoce dzikiej róży
woda cytrynowa (niekoniecznie)
miód
Sposób przygotowania:
Mieszankę ziołową wsypać do dzbanka w takiej ilości, aby zakryła dno. Zalać wrzątkiem. Po jakimś czasie, do gorącej, ale nie wrzącej mieszanki dodać łyżkę-2 łyżki miodu. Gdy zioła się zaparzą i ostygną, można dolać cytrynowej wody smakowej.
Na wstępie proszę o wyrozumiałość, w stosunku do przerw między artykułami. Cóż, są wakacje i nie zawsze jest czas (i możliwości) na napisanie kolejnego postu :P
A wracając do tematu wakacji, zaprezentuję kolejny napój na ochłodę. Tym razem będzie to mieszanka ziołowa i ciężko zastanawiałam się czy dać ją do przepisów, czy do ziołolecznictwa. W końcu zadecydowałam, że zioła, to zioła i tu wrzucę ten temat, mimo że to nie ja się nim opiekuję.
Orzeźwiająca herbatka ziołowa
Składniki:
liście mięty
liście melisy
ziele macierzanki piaskowej/cytrynowej
ziele kopru
liście pysznogłówki
owoce dzikiej róży
woda cytrynowa (niekoniecznie)
miód
Sposób przygotowania:
Mieszankę ziołową wsypać do dzbanka w takiej ilości, aby zakryła dno. Zalać wrzątkiem. Po jakimś czasie, do gorącej, ale nie wrzącej mieszanki dodać łyżkę-2 łyżki miodu. Gdy zioła się zaparzą i ostygną, można dolać cytrynowej wody smakowej.
niedziela, 9 czerwca 2013
Witam ;)
Dziś zaprezentuję stary, ale jary ;) serial - Z archiwum X.
Młoda agentka FBI, Dana Scully, zostaje przydzielona do działu zwanego archiwum X. Jako lekarz, ma racjonalnie podchodzić do zjawisk paranormalnych badanych przez Fox'a Mulder'a. Mimo wpajanej przez wiele lat nieufności, co do występowania dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk (takich jak UFO czy ludzie-zwierzęta), Dana powoli (bardzo powoli, zajęło jej to jakieś 4-5 sezonów :P ) przekonuje się, iż paranormalne sytuacje mają miejsce właściwie codziennie, a ich ofiarami padają ludzie na całym świecie. Co więcej, przejmuje pasję Fox'a do badania tych zjawisk, do próby ich wyjaśnienia czy pokazania i przekonania innych do ich realności. Sytuacja się komplikuje, gdy Mulder zostaje porwany, a bezpłodna Scully okazuje się ciężarna (musiały tu maczać swoje palce jakieś siły nieczyste ;P ). Aby archiwum nie zostało zamknięte (na co liczy spora ilość osób), należy znaleźć zastępców. Doskonałym wyborem okazuje się Monica Reyes i John Doggett. W tym zespole, to kobieta jest otwarta na wszelkie możliwości, a mężczyzna jest sceptykiem, jednakże tak jak Scully przekonała się o istnieniu zjawisk paranormalnych, tak Doggett na własne oczy przekonuje się o istnieniu rzeczy, zjawisk, o których nawet nie śnił. Jak widać historia zatoczyła koło.
Serial jak najbardziej polecam fanom zjawisk dziwnych :) i nie tylko. Jest to mieszanka kryminału, science-fiction, a czasem podchodzi pod horror. Dużo się dzieje, fabuła wciąga widza. Jako że serial był kręcony przez 9 lat, ciekawie wygląda ewolucja efektów specjalnych. Od lateksowych masek po przeróbki komputerowe. Jak najbardziej polecam obejrzeć :)
Ocena ogólna: 9/10
Dlaczego nie 10/10, skoro tak zachęcam? Oceniam całą serię, a niestety na przełomie 3 i 4 sezonu, jeśli dobrze pamiętam, było powciskanych kilka odcinków no... Nudnych, po prostu mało interesujących. Jakby twórcom skończyły się ciekawe pomysły, a trzeba było czymś wypełnić czas antenowy. W anime takie odcinki nazywają się fillerami, prawdopodobnie w tym przypadku tez można użyć takiego sformułowania. Wypełniacz. One właśnie zaniżyły moją ocenę, chociaż i tak wysoko notuję ten serial :)
Dziś zaprezentuję stary, ale jary ;) serial - Z archiwum X.
Młoda agentka FBI, Dana Scully, zostaje przydzielona do działu zwanego archiwum X. Jako lekarz, ma racjonalnie podchodzić do zjawisk paranormalnych badanych przez Fox'a Mulder'a. Mimo wpajanej przez wiele lat nieufności, co do występowania dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk (takich jak UFO czy ludzie-zwierzęta), Dana powoli (bardzo powoli, zajęło jej to jakieś 4-5 sezonów :P ) przekonuje się, iż paranormalne sytuacje mają miejsce właściwie codziennie, a ich ofiarami padają ludzie na całym świecie. Co więcej, przejmuje pasję Fox'a do badania tych zjawisk, do próby ich wyjaśnienia czy pokazania i przekonania innych do ich realności. Sytuacja się komplikuje, gdy Mulder zostaje porwany, a bezpłodna Scully okazuje się ciężarna (musiały tu maczać swoje palce jakieś siły nieczyste ;P ). Aby archiwum nie zostało zamknięte (na co liczy spora ilość osób), należy znaleźć zastępców. Doskonałym wyborem okazuje się Monica Reyes i John Doggett. W tym zespole, to kobieta jest otwarta na wszelkie możliwości, a mężczyzna jest sceptykiem, jednakże tak jak Scully przekonała się o istnieniu zjawisk paranormalnych, tak Doggett na własne oczy przekonuje się o istnieniu rzeczy, zjawisk, o których nawet nie śnił. Jak widać historia zatoczyła koło.
Serial jak najbardziej polecam fanom zjawisk dziwnych :) i nie tylko. Jest to mieszanka kryminału, science-fiction, a czasem podchodzi pod horror. Dużo się dzieje, fabuła wciąga widza. Jako że serial był kręcony przez 9 lat, ciekawie wygląda ewolucja efektów specjalnych. Od lateksowych masek po przeróbki komputerowe. Jak najbardziej polecam obejrzeć :)
Ocena ogólna: 9/10
Dlaczego nie 10/10, skoro tak zachęcam? Oceniam całą serię, a niestety na przełomie 3 i 4 sezonu, jeśli dobrze pamiętam, było powciskanych kilka odcinków no... Nudnych, po prostu mało interesujących. Jakby twórcom skończyły się ciekawe pomysły, a trzeba było czymś wypełnić czas antenowy. W anime takie odcinki nazywają się fillerami, prawdopodobnie w tym przypadku tez można użyć takiego sformułowania. Wypełniacz. One właśnie zaniżyły moją ocenę, chociaż i tak wysoko notuję ten serial :)
środa, 5 czerwca 2013
Witam ;)
Czasami człowiekowi wejdzie do głowy jakiś kawałek i nie ma zamiaru wyjść. Tak też jest z tym kawałkiem. W sumie ruskie disco jest o wiele lepsze od disco polo. W sumie każdy styl muzyczny jest lepszy od disco polo... Chociaż można polemizować przy Bieberze xD No ale De gustibus non est disputandum i tak dalej :P Także przedstawiam
Bielyje rosy
Czasami człowiekowi wejdzie do głowy jakiś kawałek i nie ma zamiaru wyjść. Tak też jest z tym kawałkiem. W sumie ruskie disco jest o wiele lepsze od disco polo. W sumie każdy styl muzyczny jest lepszy od disco polo... Chociaż można polemizować przy Bieberze xD No ale De gustibus non est disputandum i tak dalej :P Także przedstawiam
Bielyje rosy
czwartek, 23 maja 2013
czwartek, 2 maja 2013
Witam ;)
Czas na ostatnią grę z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic - I nie było już nikogo.
Tym razem nie mamy przyjemności z detektywem Poriot, natomiast wcielamy się w postać Patrick'a Narracott'a. Pierwotnie miał on tylko przewieźć 8 osób na wyspę Shipwreck (gdzie zostali listownie zaproszeni przez tajemniczego U. N. Owen'a), a następnie powrócić na ląd. Plany te zostały pokrzyżowane, gdyż jeden z gości zatopił łódź, myląc Patrick'a z jego bratem (z którym miał pewien zatarg). W rezultacie na wyspie znajduje się 8 gości, 2 służących i przewoźnik, natomiast nie dano nam poznać pana Owen'a. Na początku służący, zgodnie z instrukcjami gospodarza, odtwarza płytę powitalną, na której znajduje się lista zbrodni, których dopuściły się obecne osoby, poza Narracott'em, będącym tu niezamierzenie. Początkowo wzięto nagranie za głupi i niesmaczny żart, jednakże niedługo wkrótce giną pierwsze osoby, a rodzaj śmierci ściśle jest związany z dziecięcą rymowanką, znajdującą się na kominku. Naszym zadaniem jest rozwiązanie tajemnicy zgonów i ocalenie kogo się da.
Jeśli chodzi o porównanie gier z serii, to ta część podoba mi się najbardziej. Zaskakujące zwroty akcji i atmosfera ciągłej niepewności sprawia, że grę przechodzi się z niemalejącą ciekawością, a samo zakończenie również stanowi sporą niespodziankę :)
Czas na ostatnią grę z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic - I nie było już nikogo.
Tym razem nie mamy przyjemności z detektywem Poriot, natomiast wcielamy się w postać Patrick'a Narracott'a. Pierwotnie miał on tylko przewieźć 8 osób na wyspę Shipwreck (gdzie zostali listownie zaproszeni przez tajemniczego U. N. Owen'a), a następnie powrócić na ląd. Plany te zostały pokrzyżowane, gdyż jeden z gości zatopił łódź, myląc Patrick'a z jego bratem (z którym miał pewien zatarg). W rezultacie na wyspie znajduje się 8 gości, 2 służących i przewoźnik, natomiast nie dano nam poznać pana Owen'a. Na początku służący, zgodnie z instrukcjami gospodarza, odtwarza płytę powitalną, na której znajduje się lista zbrodni, których dopuściły się obecne osoby, poza Narracott'em, będącym tu niezamierzenie. Początkowo wzięto nagranie za głupi i niesmaczny żart, jednakże niedługo wkrótce giną pierwsze osoby, a rodzaj śmierci ściśle jest związany z dziecięcą rymowanką, znajdującą się na kominku. Naszym zadaniem jest rozwiązanie tajemnicy zgonów i ocalenie kogo się da.
Jeśli chodzi o porównanie gier z serii, to ta część podoba mi się najbardziej. Zaskakujące zwroty akcji i atmosfera ciągłej niepewności sprawia, że grę przechodzi się z niemalejącą ciekawością, a samo zakończenie również stanowi sporą niespodziankę :)
niedziela, 28 kwietnia 2013
Witam ;)
Czas na kolejną grę z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic - Zło, które żyje pod słońcem.
Tym razem również spotykamy Herkulesa Poriot, który opowiada swojemu przyjacielowi historię morderstwa aktorki - Arleny Marshall. Robi to w taki sposób, że ów znajomy, ma wrażenie, iż sam prowadzi śledztwo w tej sprawie, a my razem z nim. Ponownie mamy do dyspozycji nieograniczone miejsce w ekwipunku, do którego wrzucamy wszystko, co uznamy za stosowne, rozwiązujemy różne pomniejsze zagadki (w tym przemyt narkotyków, czy tajemnicze rytuały voodoo), których rozwiązanie okazuje się często pomocne przy osiągnięciu głównego celu. Pomocą służą nam wskazówki Poriot, a dodatkowo tajemniczy Oskarżający Palec.
Pomijając fakt częstego kręcenia się w kółko, gra jest dość mocno wciągająca. Tajemnicze wątki przeplatają się z zaskakującymi zwrotami akcji, a my ciągle przemy do przodu, aż do rozwiązania wszystkich zagadek ;)
Czas na kolejną grę z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic - Zło, które żyje pod słońcem.
Tym razem również spotykamy Herkulesa Poriot, który opowiada swojemu przyjacielowi historię morderstwa aktorki - Arleny Marshall. Robi to w taki sposób, że ów znajomy, ma wrażenie, iż sam prowadzi śledztwo w tej sprawie, a my razem z nim. Ponownie mamy do dyspozycji nieograniczone miejsce w ekwipunku, do którego wrzucamy wszystko, co uznamy za stosowne, rozwiązujemy różne pomniejsze zagadki (w tym przemyt narkotyków, czy tajemnicze rytuały voodoo), których rozwiązanie okazuje się często pomocne przy osiągnięciu głównego celu. Pomocą służą nam wskazówki Poriot, a dodatkowo tajemniczy Oskarżający Palec.
Pomijając fakt częstego kręcenia się w kółko, gra jest dość mocno wciągająca. Tajemnicze wątki przeplatają się z zaskakującymi zwrotami akcji, a my ciągle przemy do przodu, aż do rozwiązania wszystkich zagadek ;)
środa, 24 kwietnia 2013
Witam ;)
Proszę o wybaczenie za tak długą przerwę, ale wiosna się zaczęła, to i rozleniwienie przyszło, i jakoś brak weny;P
Tym razem moją propozycją jest gra z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic, oparta na chyba najpopularniejszej książce tejże autorki - Morderstwo w Orient Expressie. Gra o tymże samym tytule.
Jak wspomniałam fabuła gry opiera się na znanym kryminale i w takim też duchu dzieje się akcja. Wcielamy się w postać Antoinette Marceau pracującej dla kolei. Początkowo proste zadanie udzielania wszelkiej pomocy i udostępnienia wygód w pociągu detektywowi Herculesowi Poriot, zmienia się w kryminalną zagadkę, gdy zamordowany zostaje jeden z pasażerów, a na tory zsuwa się lawina i unieruchamia Orient Express na dobre kilkanaście godzin. Sam Poriot nie może brać udziału w śledztwie, gdyż podczas gwałtownego hamowania pociągu spadł w łóżka i skręcił sobie kostkę. My jesteśmy więc oczami i uszami detektywa, i stopniowo odkrywamy tajemnicę zbrodni.
Gra opiera się na stylu point & click. Mamy nieskończone miejsce w ekwipunku, gdzie możemy gromadzić, oglądać, łączyć czy też rozdzielać przedmioty znalezione w pociągu lub też poza nim. Głównym celem jest odkrycie tożsamości mordercy, ale po drodze mamy do rozwiązania wiele pomniejszych zagadek, które często pozornie nie mają związku z wydarzeniem. Większość zagadek jest dość łatwych i oczywistych, lecz jest też kilka faktycznie ciężkich, a ich trudność polega często na pomijaniu jakiegoś miejsca "bo już się tam wszystko obejrzało" (przynajmniej tak było w moim wypadku). Do dyspozycji mamy wskazówki od Poriot, które przypominają nam, co powinno się zrobić. Męczące w grze jest chodzenie tam i z powrotem, ale z drugiej strony satysfakcję daje rozwiązywanie kolejnych zagadek.
Proszę o wybaczenie za tak długą przerwę, ale wiosna się zaczęła, to i rozleniwienie przyszło, i jakoś brak weny;P
Tym razem moją propozycją jest gra z serii Agatha Christie: kolekcja tajemnic, oparta na chyba najpopularniejszej książce tejże autorki - Morderstwo w Orient Expressie. Gra o tymże samym tytule.
Jak wspomniałam fabuła gry opiera się na znanym kryminale i w takim też duchu dzieje się akcja. Wcielamy się w postać Antoinette Marceau pracującej dla kolei. Początkowo proste zadanie udzielania wszelkiej pomocy i udostępnienia wygód w pociągu detektywowi Herculesowi Poriot, zmienia się w kryminalną zagadkę, gdy zamordowany zostaje jeden z pasażerów, a na tory zsuwa się lawina i unieruchamia Orient Express na dobre kilkanaście godzin. Sam Poriot nie może brać udziału w śledztwie, gdyż podczas gwałtownego hamowania pociągu spadł w łóżka i skręcił sobie kostkę. My jesteśmy więc oczami i uszami detektywa, i stopniowo odkrywamy tajemnicę zbrodni.
Gra opiera się na stylu point & click. Mamy nieskończone miejsce w ekwipunku, gdzie możemy gromadzić, oglądać, łączyć czy też rozdzielać przedmioty znalezione w pociągu lub też poza nim. Głównym celem jest odkrycie tożsamości mordercy, ale po drodze mamy do rozwiązania wiele pomniejszych zagadek, które często pozornie nie mają związku z wydarzeniem. Większość zagadek jest dość łatwych i oczywistych, lecz jest też kilka faktycznie ciężkich, a ich trudność polega często na pomijaniu jakiegoś miejsca "bo już się tam wszystko obejrzało" (przynajmniej tak było w moim wypadku). Do dyspozycji mamy wskazówki od Poriot, które przypominają nam, co powinno się zrobić. Męczące w grze jest chodzenie tam i z powrotem, ale z drugiej strony satysfakcję daje rozwiązywanie kolejnych zagadek.
Generalnie gra godna polecenia zwłaszcza, jeśli chcemy
oderwać się od zalewających rynek gier wojennych, bitewnych i innych
tego typu, a chce potrenować swoje "szare komóreczki" ;)
środa, 10 kwietnia 2013
czwartek, 28 marca 2013
Witam ;)
Dawno nie opisywałam żadnej gry, tak więc teraz to czynię ;)
Grą tą jest Anno 2070.
Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie ludzkość boryka się z problemem zmian klimatycznych na Ziemi, a większość globu została zalana wodą z lodowców. Naszym zadaniem jest zasiedlenie wysp w danym regionie. Do wyboru mamy 3 grupy osadnicze: Tycoons (stawiających na przemysł), Echoes (stawiających na ekologiczny i zrównoważony rozwój) oraz Tech (stawiających na rozwój coraz nowocześniejszych technologii). Co ciekawe nie musimy grać tylko jedną frakcją, ale możemy sterować rozwojem jednocześnie 2 czy 3. Można łączyć osiągnięcia jednych dla dobra drugich. Rozgrywkę rozpoczynamy posiadając Arkę, będący niejako statkiem-Matką oraz statek z materiałami potrzebnymi do pierwszej zabudowy.
Kolejnym ciekawym elementem jest możliwość schodzenia pod wodę i zasiedlania podwodnych wysp, w celu pozyskiwania tamtejszych zasobów.
W grze mamy do wyboru kilka trybów rozgrywki, między innymi grę ciągłą, gdzie rozbudowujemy nasze małe imperium ( :P ), tryb multiplayer czy też codziennie inne misje.
Początkowo gra może wydawać się skomplikowana, ale po krótkim czasie można ją ogarnąć;)
Generalnie gra godna polecenia ;)
Widok z dna oceanu
Widok na część powierzchniową
Dawno nie opisywałam żadnej gry, tak więc teraz to czynię ;)
Grą tą jest Anno 2070.
Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie ludzkość boryka się z problemem zmian klimatycznych na Ziemi, a większość globu została zalana wodą z lodowców. Naszym zadaniem jest zasiedlenie wysp w danym regionie. Do wyboru mamy 3 grupy osadnicze: Tycoons (stawiających na przemysł), Echoes (stawiających na ekologiczny i zrównoważony rozwój) oraz Tech (stawiających na rozwój coraz nowocześniejszych technologii). Co ciekawe nie musimy grać tylko jedną frakcją, ale możemy sterować rozwojem jednocześnie 2 czy 3. Można łączyć osiągnięcia jednych dla dobra drugich. Rozgrywkę rozpoczynamy posiadając Arkę, będący niejako statkiem-Matką oraz statek z materiałami potrzebnymi do pierwszej zabudowy.
Kolejnym ciekawym elementem jest możliwość schodzenia pod wodę i zasiedlania podwodnych wysp, w celu pozyskiwania tamtejszych zasobów.
W grze mamy do wyboru kilka trybów rozgrywki, między innymi grę ciągłą, gdzie rozbudowujemy nasze małe imperium ( :P ), tryb multiplayer czy też codziennie inne misje.
Początkowo gra może wydawać się skomplikowana, ale po krótkim czasie można ją ogarnąć;)
Generalnie gra godna polecenia ;)
Widok na część powierzchniową
piątek, 22 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Witam :)
Dzisiaj w skrócie opiszę polską czarną komedię - Kołysanka. Film opowiada o rodzinie wampirów, która przeniosła się na Mazury. Zaraz po tym zaczynają znikać okoliczni mieszkańcy, a także przyjezdni. Całą sprawą zajmuje się tamtejsza policja.
Film dość lekki i nawet przyjemny. Wampiry te, to prosta rodzina. W odróżnieniu od "Wywiadu z wampirem" czy "Zmierzchu" nie zabijają ofiar, a krew wypijają nie z szyi, lecz ze stóp. Gdy uznają za stosowne, wypuszczają swoje ofiary podawszy im uprzednio napój zapomnienia. To całkiem przyjemna odmiana po tych wszystkich krwiożerczych bestiach rozszarpujących swe posiłki. Powiedziałabym, że jest to łagodny i dość przyjemny film, który polecam osobom niezdecydowanym na zawiłe fabuły czy mocną akcję.
Ogólna ocena: 8,5/10.
Dzisiaj w skrócie opiszę polską czarną komedię - Kołysanka. Film opowiada o rodzinie wampirów, która przeniosła się na Mazury. Zaraz po tym zaczynają znikać okoliczni mieszkańcy, a także przyjezdni. Całą sprawą zajmuje się tamtejsza policja.
Film dość lekki i nawet przyjemny. Wampiry te, to prosta rodzina. W odróżnieniu od "Wywiadu z wampirem" czy "Zmierzchu" nie zabijają ofiar, a krew wypijają nie z szyi, lecz ze stóp. Gdy uznają za stosowne, wypuszczają swoje ofiary podawszy im uprzednio napój zapomnienia. To całkiem przyjemna odmiana po tych wszystkich krwiożerczych bestiach rozszarpujących swe posiłki. Powiedziałabym, że jest to łagodny i dość przyjemny film, który polecam osobom niezdecydowanym na zawiłe fabuły czy mocną akcję.
Ogólna ocena: 8,5/10.
sobota, 23 lutego 2013
Witam :)
Tym razem opowiem o filmie pisanym muzyką, Interstella 5555. Można powiedzieć, że jest to teledysk w stylu anime, składający się z nagrań Daft Punk. Akcja rozpoczyna się na nieznanej planecie podczas koncertu miejscowego zespołu muzycznego, który przerwany zostaje nagłym atakiem i porwaniem muzyków. Poddani fizycznej i psychicznej metamorfozie artyści przewiezieni zostają na Ziemię, gdzie szef wielkiej wytwórni płytowej robi z nich gwiazdy pop. Przez cały film nie wypowiedziano ani słowa (oprócz tych w piosenkach). Cała historia opowiedziana została obrazami i muzyką, co nie zmienia faktu, że jest ona nadzwyczajnie zrozumiała.
Uważam, że jest to w ciekawy sposób przedstawiona fabuła. Dodatkowym aspektem jest muzyka, będąca trzonem anime. Zapewne nie wszyscy lubią styl Daft Punk, jednakże warto posłuchać i obejrzeć ten film.
Ogólna ocena: 8,5/10
Tym razem opowiem o filmie pisanym muzyką, Interstella 5555. Można powiedzieć, że jest to teledysk w stylu anime, składający się z nagrań Daft Punk. Akcja rozpoczyna się na nieznanej planecie podczas koncertu miejscowego zespołu muzycznego, który przerwany zostaje nagłym atakiem i porwaniem muzyków. Poddani fizycznej i psychicznej metamorfozie artyści przewiezieni zostają na Ziemię, gdzie szef wielkiej wytwórni płytowej robi z nich gwiazdy pop. Przez cały film nie wypowiedziano ani słowa (oprócz tych w piosenkach). Cała historia opowiedziana została obrazami i muzyką, co nie zmienia faktu, że jest ona nadzwyczajnie zrozumiała.
Uważam, że jest to w ciekawy sposób przedstawiona fabuła. Dodatkowym aspektem jest muzyka, będąca trzonem anime. Zapewne nie wszyscy lubią styl Daft Punk, jednakże warto posłuchać i obejrzeć ten film.
Ogólna ocena: 8,5/10
poniedziałek, 18 lutego 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
Witam :)
Tym razem opiszę kolejne anime - Code Geass.
Akcja rozgrywa się w Japonii, która podbita przez armię Rycerzy Mroku (potężnych robotów bojowych) Imperium Brytyjskiego nazwana została strefą 11. Głównym bohaterem jest Lelouch Lamperouge, brytyjski student, wydziedziczony książę, syn Imperatora, który zostaje wplątany w jedną z wielu akcji terrorystycznych wymierzonych przeciwko najeźdźcy. Schwytany i uznany za wspólnika wywrotowców ma zostać rozstrzelany. Na miejscu znajduje się również tajemnicza dziewczyna C. C., która przekazuje mu moc Geass - jednym spojrzeniem może narzucić swoją wolę danej osobie. Dzięki tejże zdolności ratuje siebie i ją. Używając swojego sprytu i inteligencji, a także nowo nabytej umiejętności Lelouch staje się Zero - mścicielem i obrońcą narodu japońskiego. Wokół siebie tworzy organizacje zwaną jako Zakon Czarnych Rycerzy i rozpoczyna walkę przeciwko Imperium Brytyjskiemu.
Zero musi podjąć wiele trudnych decyzji, by zrealizować swoje zamiary. Nie ze wszystkimi jego wyborami się zgadzam, jednakże i tak film według mnie zasługuje na
ogólną ocenę 10/10.
Tym razem opiszę kolejne anime - Code Geass.
Akcja rozgrywa się w Japonii, która podbita przez armię Rycerzy Mroku (potężnych robotów bojowych) Imperium Brytyjskiego nazwana została strefą 11. Głównym bohaterem jest Lelouch Lamperouge, brytyjski student, wydziedziczony książę, syn Imperatora, który zostaje wplątany w jedną z wielu akcji terrorystycznych wymierzonych przeciwko najeźdźcy. Schwytany i uznany za wspólnika wywrotowców ma zostać rozstrzelany. Na miejscu znajduje się również tajemnicza dziewczyna C. C., która przekazuje mu moc Geass - jednym spojrzeniem może narzucić swoją wolę danej osobie. Dzięki tejże zdolności ratuje siebie i ją. Używając swojego sprytu i inteligencji, a także nowo nabytej umiejętności Lelouch staje się Zero - mścicielem i obrońcą narodu japońskiego. Wokół siebie tworzy organizacje zwaną jako Zakon Czarnych Rycerzy i rozpoczyna walkę przeciwko Imperium Brytyjskiemu.
Zero musi podjąć wiele trudnych decyzji, by zrealizować swoje zamiary. Nie ze wszystkimi jego wyborami się zgadzam, jednakże i tak film według mnie zasługuje na
ogólną ocenę 10/10.
niedziela, 27 stycznia 2013
Miłosna kompozycja przypraw do potraw z lubczykiem i rozmarynem.
Zniewalający aromat lubczyku i rozmarynu stworzy miłosny nastrój, a doskonały smak rozgrzeje atmosferę.Składniki potrzebne do przygotowania potrawy na wieczór we dwoje przy świecach i rozgrzewających napojach:
Po szczypcie imbiru, pieprzu czarnego, rozmarynu, chili, mielonych goździków, mięty, lawendy, lubczyku.
Rozdrobniony ząbek czosnku, posiekaną nać pietruszki, oregano, słodka papryka i sól (według uznania).
Potrzebujemy również:
2 filety drobiowe
4 paluszki surimi
1 żółtko
1 szklanka śmietany 30%
4 łyżki białego, wytrawnego wina
Sposób wykonania:
Filety delikatnie rozbić i z jednej strony posypać połową mieszanki ziołowej. Posiekać paluszki surimi, dodać żółtko i wymieszać. Następnie nałożyć na każdą pierś (nie kobiecą) na stronę posypaną ziołami farsz z surimi. Zawinąć i spiąć wykałaczką. Piec w piekarniku 180* C około 10 minut. W tym czasie do garnuszka wlać śmietanę, dodać pozostałą ilość ziół i podgrzewać przez 2-3 minuty. Dodać wino i całość zagrzać. Po wyjęciu z piekarnika potrawy polać ją sosem i rozkoszuj się nim wspólnie ze swą ukochaną osobą.
Doznania - nie tylko kulinarne - gwarantowane. Smacznego ;)
Witam w ten niedzielny wieczór we dwoje. Zbliżają się święta Świętego Walentego. Oto co nam, kobietom, pomoże ;)
Sporządzamy gorący napój na zimnego partnera. Kompozycja ta, to magiczna moc słodkich przypraw. Oto ona:
1 łyżeczka cynamonu
3 goździki
3 ziarna kardamonu
starta skórka cytrynowa (wcześniej dokładnie umyta)
Napój rozgrzewający zmysły:
2 szklanki czerwonego, wytrawnego wina
2 szklanki wermutu
1 puszka owoców koktajlowych w syropie (lub po 1 puszce brzoskwiń i ananasów)
Sposób wykonania:
Wino i wermut wlać do garnka, dodać owoce wraz z syropem i dodać przyprawy.
Całość dobrze zagrzać ale nie dopuścić do zagotowania.
Podawaj ten napój do ust gorących, w pucharkach rozlany.
Sporządzamy gorący napój na zimnego partnera. Kompozycja ta, to magiczna moc słodkich przypraw. Oto ona:
1 łyżeczka cynamonu
3 goździki
3 ziarna kardamonu
starta skórka cytrynowa (wcześniej dokładnie umyta)
Napój rozgrzewający zmysły:
2 szklanki czerwonego, wytrawnego wina
2 szklanki wermutu
1 puszka owoców koktajlowych w syropie (lub po 1 puszce brzoskwiń i ananasów)
Sposób wykonania:
Wino i wermut wlać do garnka, dodać owoce wraz z syropem i dodać przyprawy.
Całość dobrze zagrzać ale nie dopuścić do zagotowania.
Podawaj ten napój do ust gorących, w pucharkach rozlany.
niedziela, 20 stycznia 2013
Witam :)
Piosenka, którą teraz wrzucę właściwie niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia. Po prostu pojawia się jako reklama w wyskakującym okienku, kiedy chcę obejrzeć jakiś film i wkręca się w mózg. Jak widać skutecznie ;P Tak więc zamieszczam ją w moim blogu, aby i Tobie trochę wkręciła się w mózg ;>
Piosenka, którą teraz wrzucę właściwie niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia. Po prostu pojawia się jako reklama w wyskakującym okienku, kiedy chcę obejrzeć jakiś film i wkręca się w mózg. Jak widać skutecznie ;P Tak więc zamieszczam ją w moim blogu, aby i Tobie trochę wkręciła się w mózg ;>
sobota, 19 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
czwartek, 3 stycznia 2013
Witam ;)
Jakiś czas temu szukałam luźnego i niezbyt popularnego filmu. Trafiłam na A Fantastic Fear of Everything. Komedia. Ok, zobaczmy co to jest...
Główny bohater, pisarz, specjalizował się w książkach dla dzieci. Przerzucił się jednak na pisanie kryminałów. Aby poznać psychikę mordercy, analizuje biografie wiktoriańskich zabójców, co wyjątkowo silnie wpływa na jego stan emocjonalny. Nabawił się fobii, w której wszędzie widzi niebezpieczeństwo. Jest przekonany, że ktoś chce go zamordować. Można powiedzieć, że jego obawa częściowo sprawdzi się.
Film, jak film. Szału nie było. Owszem zdarzały się sceny, w których akcja mnie rozbawiła, a także gdzie trzymała w napięciu, jednakże nie powiem, żeby mnie powalił.
Ocena: 5/10 (no proszę, kto normalny lata w gaciach po domu i nie ma się w co ubrać, bo boi się pralki...).
Jakiś czas temu szukałam luźnego i niezbyt popularnego filmu. Trafiłam na A Fantastic Fear of Everything. Komedia. Ok, zobaczmy co to jest...
Główny bohater, pisarz, specjalizował się w książkach dla dzieci. Przerzucił się jednak na pisanie kryminałów. Aby poznać psychikę mordercy, analizuje biografie wiktoriańskich zabójców, co wyjątkowo silnie wpływa na jego stan emocjonalny. Nabawił się fobii, w której wszędzie widzi niebezpieczeństwo. Jest przekonany, że ktoś chce go zamordować. Można powiedzieć, że jego obawa częściowo sprawdzi się.
Film, jak film. Szału nie było. Owszem zdarzały się sceny, w których akcja mnie rozbawiła, a także gdzie trzymała w napięciu, jednakże nie powiem, żeby mnie powalił.
Ocena: 5/10 (no proszę, kto normalny lata w gaciach po domu i nie ma się w co ubrać, bo boi się pralki...).
Subskrybuj:
Posty (Atom)